Ełczanin to ja - że tak powiem - z odzysku, na ziemie "odzyskane" zjechałem, poniekąd jak i owi osadnicy z 1945 roku. Pionier? Ej tam - już prędzej harcerz, bo "pianiery" to w CCCP bywali. Taki stary harcerz, co to mokradła biebrzańskie przedeptał od źródła do ujścia i za towarzyszkę mając tylko Panią Naturę w czterech odsłonach Bogiń Wiosny, Lata, Jesieni i Zimy. I na Ełk wpadłem, choć to już mazurskie klimaty - i niekoniecznie, bo i owóż rzeka Ełk przechodzi w Kanał Rudzki, a ten w objęcia mojej Biebrzy wpada, pod Osowcem. To i mam dokąd płynąć, nostalgicznie.
Orzeszkowa z Niemnem przypłynęła, osadniczo
A co ma do tego Eliza Orzeszkowa? Pokręcone będą moje tłumaczenia, ale owa pisarka jest choćby autorką "Nad Niemnem" - a Niemen... - to kochanek wielu rzek. I owóż Niemen (nie Czesław, choć też bard Niemna) zasila Kanałem Augustowskim... Biebrzę. No i mam powód - acz pokrętny - żeby Orzeszkową wkręcić w ełckie klimaty.
Wiecie? Coś tam pisuję, a mnie też trafia szlag, gdy cyklicznie pojawiają się newsy o wypadkach i przypadkach na ulicy Orzeszkowej. "Zła sława...", "Ona kogoś zabiła", "Krew polała się" - jak już to tylko na ulicy Orzeszkowej. A co Chopina gorsza? A Małeckich i Moniuszki i inne? Patroni pewnie nie pasują do obrazu, jaki ukształtował wizerunek tej ulicy przez kilka pokoleń - i wcale nie tak wielu. Bo nie znajdziesz na Orzeszkowej nikogo z potomków przedwojennych mieszczan. Nie ma ich, zostawili kamienice i ulice i wille piękne, gdy owe "pianiery" wolność terrorem wprowadzili.
Zjechali się zatem osadnicy i wzięli jak swoje - no co, przecież to fakty. Na Orzeszkowej, Moniuszki itp. zamieszkali i przywieźli swoje nadzieje na szczęście, ale też przywary z całej niemal Polski, a i z kresów dawnej RP także. To co się dziwić, że mieszczan Ełk swoich nie posiada? Obrażam może majestat miasta - ale upieram się, że Ełk to ciekawa w formie Wieża Babel, choć władająca jednym językiem.
Niepoprawnie, optymistycznie
I dlaczego niemal wszyscy uczestnicy dyskusji na netforach pastwią się nad ulicą Orzeszkowej? To ulica z charakterem! Ma swoje Bojary Białystok, Warszawa z praskich cwaniaków słynie. Są to miejsca wręcz kultowe, a "tubylcy" nie dają się wpakować w miałkość poprawności obywatelskiej. Fakt, prawo itp. - to nie podlega dyskusji. Niemniej obawy "obcych" to bardziej strach przed czymś, co trzyma fason i broni się przed pozornym ładem.
Ano, to i wybrałem się na ulicę Orzeszkowej, w jasny dzień - jasny gwint, bo nocą zdjęć dobrych nie da się zrobić. Popatrzcie na urodę i brzydotę - ta też jest urodziwa, bo pojęcie piękna jest względne, zaś esteci znajdą je w bramach ciemnych, na klatkach schodowych ze strupami tapety, w liszajach odrapanych ścian - i w gzymsach cudeńkach, rzeźbach na zwieńczeniach okapów, balkonach w secesyjne ażury, komórkach i składzikach poprzylepianych do czerwonych murów, dachach na pruską modłę fantazyjnych. Studnie kamienic, z oknami pamiętającymi ręce otwierających je ludzi sprzed może nawet wieku. Fasady od strony ulicy już poniektóre odnowione, ciut jak w lakierze cukierkowatych seledynów i lilaróż. A obok zieleń przyblakła lub ochra i jak owe fotografie z kolekcji "Współczesnej" - w sepii. Tu architektem i malarzem jest tylko czas.
Co działo się za tymi murami w czasach świetności i z mieszczanami, których ktoś kiedyś nazwał brzydko autochtonami? Jakby to dziwadała jakieś były. Cienie ich odbijają się w oknach zakurzonych, ślady zostały na stopniach zdartych schodów i brukowanych podwórkach. Wtedy też kwitło życie na jakiejś tam ...strasse - ulica miała zapewne inny charakter, ale charakterna to ona musiała być zawsze.
Największy dar...
Zaniedbania, zaniechania, widoczny brak pomysłu na ulicę Orzeszkowej. I te pstre nibyreklamy - tablice, tak pasujące do wizerunku ulicy, jak pięść miejscowego wirachy do nosa przypadkowego przechodnia, który przemyka chyłkiem w nocnym strachu.
Można nad strachem zapanować, ale kto zapanuje nad "beztołkiem" i pseudoinwencją twórczą poprawiaczy charakteru ulicy Orzeszkowej? Nie czas przecież - ów postarzały architekt i malarz.
A ja osadnik twierdzę, że można kochać ulicę Orzeszkowej i Moniuszki i wszystkie inne w Ełku. Bo pojęcie "miłość" ma tyle znaczeń ile zawiera zwyczajne - nadzwyczajne życie. Żadne to odkrycie, odpowiedzi na to czym jest miłość poszukajcie choćby w książce Paulo Coelho i Henry Drummonda "Największy dar"...































